|
Etos inteligenta (Rzecz o Leonie Neumannie). Uczniom Szkoły na Zamku w Kożminie Wielkopolskim. W połowie XVIII wieku wykształciła się w Polsce osobliwa klasa społeczna, złożona z ludzi świeckich, którzy na swoje utrzymanie zarabiali nie dzięki posiadanym majątkom, lecz wyłącznie za pomocą własnej głowy. A zatem ci ludzie egzystowali dzięki własnemu trudowi myślowemu. Mowa rzecz jasna o grupie społecznej nazwanej później inteligencją. Klasa ta, zawsze będąca w służbie społecznej, wykształciła przez lata własne zasady postępowania, normy i obyczaje. Został tedy wykształcony etos inteligencki, który obowiązuje do dzisiaj. Te zasady: nieprzekupność, bezinteresowność, niezależność sądów, służba wartościom, są twarde i niezmienne. Za ich złamanie grozi wykluczenie z tej szczególnej klasy społecznej. Co to ma wspólnego z jubileuszem kożminskiej Szkoły na Zamku i dniem dzisiejszym tej Szkoły ? Bardzo wiele. To przecież w tych murach kształciły się i kształcą kadry przyszłej polskiej inteligencji. Ten proces trwa od roku 1919, z przerwa wojenną, do dzisiaj. I jest to proces trudny a niekiedy nawet bolesny dla młodych ludzi, którzy musza sobie przyswoić zasady mało popularne wśród ludzi prostych, zasady, które prowadzą nie do pomnażania majątku tylko do skutecznej i rozumnej służby społecznej. W latach 1919-32 na koźmińskim zamku istniało Państwowe Męskie Seminarium Nauczycielskie, jedna z pierwszych, a z czasem jedna z najważniejszych placówek tego typu w II Rzeczpospolitej. Zadania, które stały przed tym Seminarium miały doniosłe znaczenie społeczne – chodziło o wykształcenie kompetentnych i obywatelsko nastawionych nauczycieli dla szkół podstawowych (zwanych wówczas powszechnymi), tak wiejskich, jak miejskich. Był rok 1919, Polska dopiero co odzyskała Niepodległość po latach zaborów. Tu w Koźminie miały się kształcić kadry polskiej inteligencji, która z czasem miała zacząć kształtować nasze życie społeczne. I tutejsze Seminarium chlubnie zapisało się w dziejach polskiej oświaty, a jej absolwenci dowiedli własnym życiem, że ich zadaniem była służba Polsce. Wielu z nich zginęło za Polskę, wielu było męczonych w obozach koncentracyjnych, prześladowanych przez UB w czasach stalinowskich. Dowiedli, że są polskimi nauczycielami i polskimi inteligentami, wykształconymi tutaj, w Koźminie. Przykładem niech będą losy jednego z absolwentów koźmińskiego Seminarium Leona Neumanna (1912- 1988), nauczyciela i poety. Tu został ukształtowany duchowo i intelektualnie, a potem toczył dramatyczna niekiedy walkę wewnętrzna, aby być wierny owemu etosowi inteligenta polskiego. Nie był pedagogiem formatu prof. Tadeusza Kotarbińskiego, ani poetą pokroju Zbigniewa Herberta czy Czesława Miłosza. Był nauczycielem szkół podstawowych., jednym z wielu nauczycieli. Wyróżniała go jednak wyższa świadomość obywatelska i szczególne umiłowanie literatury ojczystej, i historii naszego kraju. Niewątpliwie miał poczucie misji społecznej, jaka spoczywa na polskim nauczycielu. Trafił tu w połowie lat dwudziestych ub. wieku przyprowadzony za rączkę przez swojego wuja i dobroczyńcę ks.kanonika Jana Nepomucena Bączkiewiecza. Leon Neumann był synem, wnukiem i prawnukiem opalenickich młynarzy, właścicieli nieistniejącego już wiatraka. Nie miał jednak predyspozycji ani do zawodu młynarza, ani do zawodu rolnika. Żył w krainie ducha, bliższa mu była literatura niż realne życie. Wuj, człowiek wykształcony – kapłan i jednocześnie historyk sztuki - uznał, że młodzieniec nadaje się do trudnej, niewdzięcznej i odpowiedzialnej profesji nauczycielskiej. Leon Neumann miał szczęście, że tu w Koźminie trafił pod skrzydła dwójki wybitnych pedagogów, społeczników i jednocześnie naukowców. Mowa o pierwszym dyrektorze koźmińskiego Seminarium – o dr Edwardzie Winklerze, pozytywiście z ducha, który u progu II Rzeczpospolitej uznał nie bez racji, że nadszedł czas oświecenia naszego ludu i wyprowadzenia go z zapóźnień cywilizacyjnych i kulturowych spowodowanych przez zabory. Dr Winkler wychował się w zaborze rosyjskim i miał szerszy ogląd zagadnienia. Dostrzegł, że Wielkopolska wyprzedza pod względem kultury rolnej, ładu i porządku , inne regiony Polski. Ale on wiedział, że ma kształcić nauczycieli, którzy będą uczyć w różnych regionach kraju, nie tylko w dawnym Wielkim Księstwie Poznańskim. Kształcił tedy nauczycieli-patriotów i jednocześnie nauczycieli, którzy będą w stanie działać skutecznie wobec dzieci, często zapóźnionych w rozwoju. Uczył swoich wychowanków przede wszystkim rygoru intelektualnego. Drugim mentorem Leona Neumanna stał się wybitny przyrodnik polski, nowator ogrodnictwa i sadownictwa polskiego Józef Marciniec, dzisiejszy patron Zespołu Szkól Ponadgimnazjalnych w Koźminie. Nie uczył on bezpośrednio w Seminarium Nauczycielskim, prowadził Szkołę Ogrodniczą, ale Leon Neumann przylgnął do tego wyjątkowego człowieka. Dr Winkler, Józef Marciniec mieli ogromny wpływ na ukształtowanie etosu inteligenckiego u młodego przybysza z Opalenicy. Trzecim czynnikiem była tradycja rodzinna, zdecydowanie patriotyczna, polska i katolicka. Mamy tu osobliwe zjawisko – przecież Leon Neumann pochodził z rodziny osadników niemieckich, którzy w połowie XVIII wieku przybyli do Wielkopolski. Przybyli z woli Fryderyka II, zwanego przez Niemców Wielkim, aby „cywilizować i ukulturalniać tę ziemię”, czyli w praktyce ją germanizować, „niosąc język i kulturę niemiecką do krainy barbarzyńców”. Tymczasem rodzina Neumannów bardzo szybko się spolonizowała, dając po latach oświacie polskiej cenionego nauczyciela i poetę Leona, Kościołowi polskiemu - jego brata ks. Ignacego, a następnie kulturze polskiej córkę Leona – wybitną aktorkę Wandę Neumann. Oto porażka Fryderyka zwanego Wielkim i zwycięstwo siły polskiej kultury. Czy Leon Neumann jako nauczyciel spełnił oczekiwania swojego wuja, ks. Bączkiewicza i swoich mentorów z koźmińskiego Seminarium ? Prowadził dramatyczny bój o szkołę polska tuż po II wojnie światowej. Zakładał, organizował i wprawiał w ruch szkoły wiejskie w Urbanowie i w Kędzierzynie, trafił nawet nad morze ,do Orłowa, gdzie zaznaczył swoja obecność w dziejach miejscowej szkoły. Ten czas powojenny był momentem próby dla Leona Neumanna i swoistym egzaminem. Zdał ten egzamin. Był nauczycielem wymagającym i często surowym - pamiętajmy, że był to czas, gdy w szkołach dopuszczano stosowanie kar fizycznych za różne przewinienia. Wiadomo, że Leon Neumann był czuły na piękno mowy polskiej, że nade wszystko dążył do tego , aby polskie dzieci umiały „czytać, pisać i myśleć po polsku” (to inskrypcja z tablicy upamiętniającej Leona Neumanna ze szkoły w Urbanowie). Możemy zatem sobie wyobrazić, choć to wcale nie jest łatwe, że Leon Neumann czasem uczył zasad ortografii za pomocą rózgi. Mamy wiec oto paradoks – polski inteligent, który dobrze wie, co to jest etos inteligencki daje klapsa Jasiowi, że nie potrafił prawidłowo napisać słowo „kółko”… Leon Neumann miał szczególny stosunek do literatury ojczystej. Czytając jego wiersze możemy się przekonać, że miał słuch poetycki. I tę wrażliwość na słowo, jego sens i barwy wpajał swoim uczniom. Mało kto wie, ale to właśnie Leon Neumann w szkołach, gdzie pracował organizował konkursy o twórczości swojego ukochanego poety Cypriana Kamila Norwida. Naprawdę niewielu było ludzi w Polsce, którzy w ciemnych latach pięćdziesiątych ub. wieku popularyzowali Norwida… Leon Neumann zmarł 22 lata temu. Pozostała po nim pamięć jako o ofiarnym i świadomym nauczycielu, pozostały także jego wiersze. I one najpełniej świadczyć będą o jego myśleniu i wrażliwości. Osobiście lubię i cenię krótki utwór Leona Neumanna pt. „Skrzypek”, napisany po wojnie, ale odnoszący się do czasów okupacji. Przypomnijmy ten wiersz dedykowany Czesławowi Przyłuckiemu, powstańcowi wielkopolskiemu a jednocześnie skrzypkowi: Pamiętam kantyczki Moniuszki, Wygrywane przez ciebie cichutko. Pamiętam, Czesławie, pamiętam… W Warszawie, na Woli, w noc ciemną, Okupacyjna, ponura, bezkresną. Płakały twe skrzypce, Płakały nam serca, Nam, bezwolnym wygnańcom. Grałeś Moniuszkę, A myślałeś o Gnieźnie. Słuchałem Moniuszki, a duchem byłem daleko, W Opalenicy, w Rudnikach, Poznaniu… Grałeś cichutko, A ja sen śniłem jasny – wróciłem do domu, poczułem się wolny. Dziękuję, Czesławie, Dziękuję ci cieniu, Za te kantyczki Moniuszki. Leon Neumann w całej ostrości doświadczył dramatu polskich nauczycieli pracujących w czasach komunistycznych. Ta grupa społeczna (nie tylko ona przecież !) była celowo bardzo słabo wynagradzana. A on jeszcze miał na utrzymaniu żonę i sześcioro dzieci. Pytał wtedy sam siebie: Co robić w czas trudny ? Czy mam ulegać pokusie Mefista-mamony ?! Niewątpliwie jego osobista tragedia było to, że chcąc nie chcąc, dodatkowo musiał się imać innych zajęć, dalekich od pięknej profesji nauczycielskiej, tylko dlatego, aby jego rodzina nie umarła z głodu… Leon Neumann był jednym z wielu absolwentów Seminarium nauczycielskiego w Koźminie. Mówimy o nim dzisiaj, bo zapisał się w historii wielkopolskiej oświaty i wielkopolskiej literatury. Swoim życiem zaświadczył o sile koźmińskiego Seminarium. Myślę wiec ,że uzasadnione było przywołanie historii tego człowieka… Kożmińska Szkoła na Zamku obchodzi dziś ważny jubileusz. Co zadecydowało, ze uczelnia ta była i jest ważna placówka na polskiej mapie oświatowej ? Oczywiście uzdolniona młodzież, oczywiście wybitni nauczyciele. Ale to nie wszystko. Tak jakoś szczęśliwie się złożyło, że dyrektorami Szkoły na Zamku byli zwykle ludzie o silnych osobowościach. Dotyczy to w równym stopniu wskrzesiciela Szkoły w roku 1919, jak tez kontynuatora jego pracy, obecnego dyrektora Andrzeja Joachimiaka. To ludzie z tej samej duchowej i intelektualnej rodziny, ludzie, którzy bardzo poważnie wzięli sobie do serca wszystko to, co nazywamy syndromem polskiego inteligenta, którzy plastycznie i praktycznie rozumieli i rozumieją , co to znaczy etos polskiego inteligenta. To człowiek, który powinien po sobie coś zostawić. I tego uczyli i uczą swoich wychowanków. Jeżeli nic po sobie nie zostawimy, to co zostanie ?. „ Złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń”. (Tadeusz Borowski) Lepiej więc poważnie zastanowić się, co to jest ów etos polskiego inteligenta… Wiesław Nowicki
|